Trzecia ręka

Czasem chyba każdy z nas ma taką myśl. Dobrze byłoby ją mieć. Mogłaby wyrastać z pleców i przydać się wtedy gdy zaswędzi coś w najdalszym zakątku kręgosłupa, tam gdzie nie sięgniesz, niezależnie czy będziesz próbować z dołu, czy też góry. Zazwyczaj swędzi dokładnie pomiędzy tymi dwoma obszarami do których jeszcze masz dostęp. Byłaby niezbędna kiedy w jednej ręce niesiesz dziecko, w drugiej kubek z napojem, a w trzeciej talerz. Można by było szybciej rozwieszać pranie, nie zgubić dziecka na zakupach, kiedy dwie pozostałe ręce są zajęte siatami, trzymać lusterko przed twarzą przy modelowaniu włosów, kiedy to jedna z rąk  trzyma suszarę, a druga czesze. Zawsze brakuje trzeciej, która trzyma lusterko gdy z mozołem modelujesz tył.

Trzecia ręka. Nie, żeby jakaś super uzdolniona, zwyczajna, identyczna jak dwie pozostałe. Tak mało, a można by się było wznieść na wyżyny możliwości.

Też chcę ją mieć. Fantazjuję o niej. Wtedy gdy trzymam Ami na kolanach w jednej ręce i chcę jeszcze popchnąć wózek. Wtajemniczeni wiedzą, że wózek prowadzony jedną ręką skręca. Skręca tak, że kręcisz się w kółko. Całkiem przyjemne, chyba, żebyś chciał zmienić tor ruchu i pojechać prosto. Nie da rady. Teraz kiedy dziecię jest większe i często idzie na własnych nogach – jest lżej. Czasem odpycham się nogą i jakoś doczołgam się do kuchni z naręczem talerzy. Albo Ami stoi na moich udach i obejmuje mnie za szyję. Niemniej jednak fakt faktem – przydałaby się bardzo.

Wiem, że jest na świecie kobieta co to sobie dorobiła trzecią pierś. Bóg jeden wie po jaką cholerę, o trzeciej ręce jednak nigdy nie słyszałam.

Jako wózkowicza  ustawicznie wścieka mnie fakt, że jeśli chcę szybko i sprawnie się przemieścić muszę mieć wolne obie dłonie. Damska torebka kwitnie na moich kolanach podskakując przy każdym krawężniku z groźbą upadku na asfalt. A, że torebka statystycznie mieści jakieś dziesięć kilo skarbów + akcesoria dziecięce niezbędne przecież ” na wszelki wypadek”, które dźwigam odkąd jestem mamą… lepiej byłoby nie musieć tego zbierać. Być może nie rozumiecie powagi problemu – można by było przecież.. zawiesić ją z tyłu.

Otóż nie. Nie można. Przeważnie zawieszona na rączkach wózka zaczepia o opony, ocierając się dumnie o nie w tracie jazdy. To jest pierwszy powód. Drugi to trudnodostępność. Za każdym razem kiedy chciałabym wyjąć telefon/portfel/cokolwiek musiałabym skręcać się w chińskie „S’ , zdejmować toto, po czym odwieszać na nowo. O nie, dziękuję, za dużo tego. I wreszcie powód trzeci. Torebka wisząca z tyłu wózka dajmy na to w autobusie? Cudna pożywka dla kieszonkowców.

Pewnie istnieją jakieś szaro-bure akcesoria dla wózkowiczów, a’la koszyki sklepowe czy inne takie.. Nie interesowałam się. Chcę torebkę. Małą, dużą, sportową, wizytową. Kobiecą, zwykłą, tą MOJĄ. Konia z rzędem temu kto podsunie patent. Albo sprzeda rękę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s