Wspomnieniowo

Dziecię otworzyło dziś kuchenną szufladę i wyjęło z jej zakątków witaminy. Trochę już się zdezaktualizowały, bo ciążowe. Prenalen.

Zdarza się, że pewne szczególne zapachy, przedmioty, słowa – są wyzwalaczami. Gdy się pojawiają nagle uderza cię wspomnienie, szczegółowe, wyraziste, jakby je widzieć okiem obserwatora. Ami wyjmuje witaminy, a ja widzę aptekę. Zwykłą, popularną sieciówkę w małej galerii handlowej. Wchodzę tam z przyjaciółką, niepewnie nieco, uzbrojona w nazwę witamin, o których „doktor Google powiedział, że dobre”. Jestem w 9 tygodniu ciąży, jeszcze niezupełnie ogarniam tego co się właśnie wydarza, ale rozsądek podpowiada podwójne dbanie o siebie, zatem wsuwam się przez drzwi.

Ogarniam wzrokiem półki, jedna osoba w kolejce. Wzrok mi się zatrzymał na pudełku z witaminami. Osoba z kolejki płaci i wychodzi. Mówię:

Ja : Prenalen, poproszę.

Ekspedientka: Ale… to są witaminy dla kobiet w ciąży (?)

Mieszanina emocji,z  niedowierzaniem na czele przetacza się przez twarz farmaceutki. Zatrzymuje wzrok na brzuchu.

Ja: No więc właśnie, dokładnie o takie mi chodzi. Najlepiej większe opakowanie. 

Teraz już sama zmieszana się czuję, siedzę nisko więc wzrok mam w ladzie aptecznej, a nie na twarzy sprzedawcy. Ona szuka. Gmera w półkach i znajduje. Płacę szybko grubszymi, drobnych już nie chce mi się szukać.

Wychodzimy. Słyszę zza pleców wypalone przez Hanię – „głupia baba”

Nie wiem czy głupia. Chyba zdziwiona. Wózek się raczej z ciążą nie klei.

Podobnie lata temu, chyba jeszcze w gimnazjum, Hania została poklepana po ramieniu i usłyszała powiedziane z aprobatą w głosie ” jak to wspaniale, że pomaga Pani koleżance wyjść na spacer, Pani jest z jakiejś organizacji charytatywnej?

a ślubny, jeszcze przed zaślubinami sporo kiedy nie sądziłam, że będę prowadzić parentingowego bloga kiedykolwiek, bo w głowie miałam zdecydowanie mroczniej i tak też wyglądałam..został wzięty za mojego brata.

Przy tym drugim to już mnie raczej wyłącznie śmiech ogarnia.

Społeczeństwo nam się zmienia. Coraz rzadziej widzę ciekawskie spojrzenia, częściej przychylność i uśmiech, bezinteresowną pomoc. Nie mam i nie miałam nigdy roszczeniowej postawy do świata, jaką zdarza mi się widzieć u ludzi z różnym typem niepełnosprawności. Chyba z samotności i zamknięcia się gorzknieje. Z lęku, który sparaliżował bardziej niż ograniczenia fizyczne i nie pozwolił żyć. Ale ja zawsze goniłam normalność. Często pod prąd, często za wszelką cenę. Żeby zabić uczucie gorszości, które gdzieś mi tam kiedyś zakiełkowało, a którego szalenie trudno jest się pozbyć.

Poza często zauważalną ludzką ciekawością w nieco zbyt wysokim wymiarze, nie dotknęło mnie nigdy wykluczenie społeczne, czy inne przejawy braku akceptacji otoczenia. Lubię ludzi. Lubię ich słuchać, patrzeć, być blisko. Poznawać nowych, chociaż nie mam wpisane w osobowość bycia „duszą towarzystwa”. Wolę mniejsze grupy, bliżej siebie za to. Jestem gadułą, z ciętą ripostą, filozoficznym zacięciem i specyficznym poczuciem humoru. To pomagało, wiele razy ratowało przed osunięciem się w dół.

Nie uchroniłam się co prawda przed ugrzęźnięciem po kolana w świecie mroku, i wiele upłynęło zanim udało mi się z niego wyjść, ale stałam się mocniejsza.

To nie jest mój problem, że ktoś na mnie patrzy.

To nie jest mój problem, że ktoś ma uprzedzenia.

To nie mój problem, że ktoś nie może pomieścić w głowie wizji mamy na wózku inwalidzkim ze zdrowym facetem za rękę.

To nie mój problem, że niektórym kobieta na wózku = aseksualna kobieta, taka co to nosi tylko płaskie buty, ( bo po ci obcasy skoro na nich nie chodzisz?) i ubiór nieco bardziej przypadkowy.

To nie mój problem, że promowany wzorzec kobiecego ciała jest jaki jest.

Ja jestem w „tu i teraz”, taka jaka mogę być. Najlepsza z możliwych dla swojego dziecka. Wszystko inne mi się rozmywa i znika, umiejsza się do rozmiarów pyłka kurzu. Nic nie jest ważniejsze.

Małe rączki oplatają mnie w pasie, i słyszę „tocham mamę, bajdzio tocham”.

I już – to wystarczy mi za wszystko.

Mogę latać.

Reklamy

4 thoughts on “Wspomnieniowo

  1. Genialny i potrzebny wpis.
    A zdania „To nie mój problem, że…” każdy może uzupełnić na swój sposób. Ważne, by pamiętać o tym, że to faktycznie „nie mój problem”. Ja długo się tego uczyłam w odniesieniu do swoich trudnych tematów.

    Polubienie

  2. Ja chyba też nie powinnam Cie czytać w pracy, bo ryczeć mi się zachciało. Pieknie to wszystko opisujesz. Ja wciąż walczę ze spojrzeniami, ale zawsze staram się myśleć, że to świadczy o ograniczeniach tego co patrzy, nie o mojej dziwności.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s