Macierzyństwo z barierami

Tak, mam fizia. Nawet nie próbuję się oszukiwać. Uwielbiam moją córkę, kręci mnie obserwowanie jej rozwoju dzień po dniu, maluszkowe dowody miłości, typu „spontanicznie podzielę się z mamą kawałkiem już nieco oślinionej bulki, bo dopiero teraz mi się przypomniało, jak już zaczęłam ją jeść „.
Lubię ten spontan, beztroskę i luz, do którego jako rodzic mogę się bez żenady przyłączyć.


Na przykład wtedy gdy Małe nijak nie chce mieć zmienionego pampersa, który w ramach mojej tolerancji sięga już prawie poniżej kolan. Mówię wtedy przez nos, jako kapitan sztabu zapobiegającego katastrofie biologicznej, wzywając Ami do zmiany pieluchy zanim zdąży wybuchnąć. Uwielbiam jak ona się wtedy śmieje, ledwo zdążając nabrać powietrze. Kapitan brygady wzywa do spokojnego leżenia „to dziecko z bombą na sobie „, a dziecię leży. Śmieje się; nogi się trzęsą Ale leży,  słuchając nosowego odliczania szefa sztabu. „Mamo Mamo noskiem mów „, woła następnym razem pełna entuzjazmu. Rozwijam się twórczo. Codziennie jest nowe. Mogę bawić się kredkami i nigdy nie będzie to dziwne. Mieć lalki i misie. Wydurniać się,pajacować, zacałowywać na śmierć. I wolno mi to wszystko, bo jestem matką!

To nie znaczy oczywiście, że każde wypowiedziane zdanie zaczynam od „a wiesz, Ami wczoraj…. ” – nie. Ale dość rzadko doświadczam frustracji trudnej do okiełznania, dużo załatwiam śmiechem, a trudniejsze momenty przerabiam sobie w głowie na doświadczenie i wnioski.
To chyba dlatego, że patrząc na nią każdego dnia dociera do mnie, że doświadczam cudu, satysfakcji płynącej ze spełnionego marzenia, którego realizacja w mojej sytuacji wcale nie była oczywista. Wciąż niestety niepełnosprawne matki są w mniejszości w stosunku do niepełnosprawnych kobiet w ogóle. A to mnie uskrzydla.
Czytam ostatnio morze artykułów odnośnie : o zgrozo! Pampersa zmienianego w restauracji, na oczach pewnej zniesmaczonej dziennikarki i otwieram oczy ze zdziwienia, kiedy widzę do jakiej rangi urósł ów problem. Bo ma być przecież pięknie ładnie, „ą, ę „, na bogato, a „dziecko z kupą ” się nie wpisuje. Moja refleksja nie będzie dotyczyć zasadności przewijania na restauracyjnej kanapie, zapewne z braku innego wyjścia i przystosowania miejsca do wizyty rodzica z małym dzieckiem. Nawet nie wspominam o braku zrozumienia i zwykłej empatii dla Małego bezbronnego.
Pomyślałam natomiast od razu, że jest jeszcze kilka grup społecznych, które doświadczają podobnego wykluczenia. Osoby starsze, chore, niepełnosprawni, a wśród nich wózkowicze.
Oczywiście nigdy nigdy nie znajdziesz na drzwiach restauracji tabliczki z przekreślonym wózkiem inwalidzkim (już widzę ten szum!). Przyzwoitość nie pozwala. Wystarczy, że się dyskretnie nie bierze nas pod uwagę. Nie ma podjazdów, albo jest typu ‚pic na wodę , może nikt się nie doczepi” , z takim stopniem pochylenia, że przed nim powinna znajdować się tabliczka ‚skorzystanie grozi utratą zdrowia ‚ – jakbyśmy już nie mieli go zbyt mało. Nie ma łazienki, takiej większej, do której można wjechać. Żebyście mogli lepiej to zrozumieć pomyślcie, że przed wizytą w wc musicie np zdjąć buty i wejść bez. Tym samym jest dla mnie pozostawienie wózka przed drzwiami. To ubiera w zależności, narzuca wsparcie osób trzecich i ogranicza w samodzielności. Ja mogę z wózka wstać, doskakać sobie z punktu A do B , jeśli mam się czego chwycić. Ale sądzę, że jestem w mniejszości. Zatem z perspektywy ‚matki wózkowej’ muszę być katastrofą z potrzebami nie do zaspokojenia. Nie dość, że dziecko, małe, prawie jak istota pozaziemska siejąca zniszczenie, to jeszcze TEN Wózek. Ryzykowny pakiet. Jesteśmy głośne, brudzimy (małe rączki wszystko wkoło, a koła podłogę) , mamy , skromne ale jednak – wymagania.
Kupy w pieluszce na oczach jedzących obiad nie zdarzyło mi się co prawda zmieniać, zawsze szukam bardziej komfortowych rozwiązań, ale jako mama na resorach mam wysoki próg zrozumienia. Rozumiem, że czasem nie ma wyjścia i nie zgadzam się na wykluczenie, gdzie akceptowalne jest to co ładne, zdrowe, bezproblemowe, ewentualnie cicho siedzące w kącie, żeby nie burzyć harmonii.

Ale przecież mamy tolerancję, prawda ?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s