Katarzyca zimowa

Katarzyca. Przypałętała się najpierw dziecku. Nikt nie wie czy to kwestia zbyt długiego spaceru, zbyt cienkiego ubioru, wirusów jadących razem z nami tramwajem napakowanym ludźmi.

Sezon na chorość. Młode raczej nie z tych chorujących, dotąd rozłożyła się raz, pomogły inhalacje, czas i być może mamowe mleko. Tak więc to katar odsłona druga. Już mi się zapomniało co to się wtedy robi i jak wybrnąć z opresji. Na całe szczęście mam mało wprawy. Katar się lał, stan wyjątkowy ogłoszony, popylanie w piżamie „all day all night ” dozwolone, także matce.

Stan podgorączkowy, w razie większych skoków tamowany lekiem. Katar wycierany, lekcje samodzielnego wydmuchiwania w toku, bo dziecię też zapomniało – co i jak. Arsenał wspomagaczy przygotowany.

1. Lek.

2. Nebulizator + sól.

3. Ciepłe skarpety i kapcie.

4. Woda z cytryną (młode z tych co piją tylko mleko mamy albo wodę, inne fuj, kakao ewentualnie  w ilości 3 łyżek)

5. Kremik pod nos.

6. Bajki. Nie te w tv. Papierowe. Dużo bajek, pudło całe.

7. Klocków sterta. Różnorakich.

8. Mama.

 

Żaden to żart. „Must have” chorowitka. W dzień i w nocy. Razem z chorowaniem uaktywnia się tryb dziecka „przynoźnego”, mamowego przytulasa. Za dnia : razem czytamy bajki, pod jedną kołdrą, wycieramy katar kapiący po podłodze, budujemy wieżę, aplikujemy lek, rysujemy usiłujemy coś zjeść, mimo, że smak straciło i obecnie przypomina trawę.

W nocy: mama pełni funkcję podpórki pod głowę, a raczej jej pacha lub przedramię, żeby dziecięca łepetyna była nieco wyżej i katar nie spływał zalewając gardło. Nie, żeby tam jakaś dodatkowa poduszka od spodu. Podpórka musi być cielesna, ciepła, żywa, pachnąca bezpieczeństwem i wsparciem. Kiedy się już zdawało, że Małe Moje odleciało w sen, śmiałam się poruszyć, próbując wyjść z łóżka. Nic to, chrobot z gardła się wydał, katar odciął noskowi dopływ powietrza, podstawy z bezpieczeństwa runęły.

„Maaamoooooo! chodź, chodź tu! Ze mną śpij, ze mną!”.

Po 40 pobudce skapitulowałam. Nie mam nic przeciwko spaniu z dzieckiem. Od wczesnych czasów noworodkowych zdarzają nam się różne okresy, najczęściej od drugiej połowy nocy mamy dodatkowego pasażera przytulonego wszystkimi odnóżami, z głową na poduchach. Tata zwyczajowo balansuje na krawędzi, chroniąc jeden półdupek przed wypadnięciem z łóżka. Też się nie skarży. Lubimy poranne buziaki, przytulasy. Nasza jest pierwsza połowa nocy, na tę drugą jeszcze przyjdzie pora.

Odkąd jednak dziecię dostało nowe „dorosłe” łóżko – ma na nie fazę. W nim czyta, chce jeść ( i jada, produkty suche), bawić się i zasypiać. Kiedy katarzyca się pojawiła – nic się nie zmieniło w tej materii. Pierwszej nocy chorowania spałam zatem w dziecięcym łóżku, szczęście, że z tych rosnących, ustawionych aktualnie na długość 160 cm, co się doskonale wpisuje w mój wzrost. Raz na jakiś czas znajdowałam jedną nogę na podłodze, albo szukałam głowy między szczebelkami, ogólnie jednak spało się… całkiem nieźle. No, może poza zbyt małą kołdrą. Lubię się przecież zmumufikować. Spała mama , dziecko spało. Bezpieczne, utulone, spokojne.

Drugi ranek lepszy. Tryb przynożny załączony nadal, ale gotowanie z ciastoliny, siekanie jej nożem na makaron zajmowało bite 2 godziny. Katar osłabł, proporcjonalnie do wzrostu ilości uzdrawiających buziaków. Gorączki brak, apetyt jakiś tam jest.

Misja wygrana. Wojna jeszcze nie, ale jest coraz lepiej.

Katarzyca prawie sobie poszła…

Przeszła na mnie :[

Jestem skuteczną matką. Teraz to ja wlokę się do dziecka z oczami jak królik i kipą do pasa, Ami… pooglądamy bajeczki? 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s