Płaczka

Jestem wrażliwcem z natury. Od zawsze oglądam wzruszające dokumenty, empatyzuję  z bohaterami, przeżywam historię. Doszukuję się w sobie, analizuję na czynniki pierwsze. Siebie i innych, Wzruszają mnie zwierzęta i ludzie.

Ale to co się ze mną porobiło od czasów ciąży – przechodzi wszelkie pojęcie.

Otóż, Mili Państwo – jestem płaczką. Wzruszam się totalnie, znienacka, przy wszystkim. Zwłaszcza, jeśli to dotyczy mojego dziecka. Porusza mnie, rozkłada, uwalnia emocje. Niekoniecznie w momentach tak spektakularnych jak pierwsze kroki na przykład. Tzn, tak, to też;-), kroki mnie rozwaliły podwójnie, bo wtedy mi gdzieś z tyłu głowy zakołatało, że uczeń przerósł mistrza, i ” o rany ona chodzi!” – to znaczy odtąd będzie na innym poziomie wtajemniczenia niż ja. Będzie potrafiła coś, co jest już od dawna mi obce, czego w pełnym, niezakłóconym wymiarze właściwie nie było mi dane poznać.

Skąd mam wiedzieć jakie pierwsze buty kupić dziecku – zdrowemu?

Skąd mam wiedzieć na przykład jak duża jest jej wydolność, jeśli chodzi o długość pokonywanego „nanożnie” obszaru za jednym zamachem , skoro moja zawsze była zakłócona?

Jak wspierać, pomagać, asystować na nowym etapie rozwoju, kiedy to ona idzie, (lub biegnie) a ja nadal jadę obok. Okazało się za to, że teraz wzrok mamy prawie, że na tym samym poziomie. Co trudne do pokonania jest dla zawózkowanej matki – dla niespełna 2-letniego dziecka , także. No, może poza jednym – ona ze schodami radzi sobie lepiej ode mnie. Ale czeka na mnie zawsze, i zawsze woła tatę do pomocy, ogląda się do tyłu mówiąć „ciekam”, „a mama?”.

Poza tym – miałyśmy dość zbieżne wizje świata. Nadal tak jest, chociaż chwilę temu skończyła 2-lata. Teraz swojego chodzenia używa już świadomie, stabilnie, zna możliwości swojego ciała. Sprawdza je codziennie. Kręcąc się w kółko z rozłożonymi rękami, tańcząc. Nauczyłam ją już, że owszem, można się kręcić, a kiedy zawiruje w głowie trzeba usiąść na chwilę na pupie na podłodze , odpocząć , i już. Można wirować dalej.

Przystosowanie mieszkania pod egzystowanie z maluchem i mamą  na wózku niezupełnie jest proste. Większość rzeczy musi być nisko – żebym mogła dostać je ja. A skoro Ja – to moje dziecko także. Prawie wszystko jest w jej zasięgu. Poza górnymi szafkami, które są zawieszone na wysokości dostępnej dla mnie, a dziecku jeszcze nie. Wszystko inne stoi przed nią otworem.

Ćwiczę się zatem w dialogu. Co ostre, co gorące, jak tego użyć, a czemu tamtego nie. Kategorycznych „nie” jest mało, pojawiają się tam, gdzie zagrażają bezpieczeństwu. Działa. Słuchanie, prosty dialog i wzajemność w działaniu.

Wzrusza mnie – kiedy sama z siebie, bezinteresownie przysunie mi wózek  bo wychodzę w łazienki „mamo, plosie, maś!”. Poda buty, bo przecież wychodzimy z domu. Stanie za moimi plecami i chwyci za rączki wózka, żeby mnie gdzieś zawieźć, chociaż nie ma takiej konieczności, bo moje ręce są wolne, mogłabym sama. Wdrapuje się na kolana, udaje, że wkręca śrubkę w wózek, bo podpatrzyła jak dziadek ostatnio coś mi w wózku naprawiał.

Wzrusza mnie śmiech. Dziecięcy, spontaniczny, głośny, wyrwany z zaskoczenia i z samego środka. Do łez, do rozpuku, z pełnią szczęścia. Śmieję się razem z nią  i zawsze (!) mam szkliste oczy.

Wzrusza mnie jej potrzeba bliskości, wczepienie się we mnie w momencie strachu, poszukiwanie ukojenia przed snem.

Wzrusza akceptacja, dotyk małych rączek i zrozumienie jakiego sama sobie długo nie potrafiłam dać.Wzruszają mnie małe dzieci. Prawdziwość ich uczuć i zachowań, szczerość serca.

Nie wiem jak się tego pozbyć, czy utemperować trochę. 2 lata po porodzie to, to już raczej nie jest burza hormonalna, raczej matczyny fiź, do którego już się trochę ciężej przyznać, chociaz ja to chyba dawno już zrobiłam.

Wywołałam trochę zdjęć. Na niektórych jesteśmy razem. Przypominam sobie siebie sprzed tych paru lat „przed” mamowaniem, wyraz moich własnych oczu, kiedy wydawało mi się, że skończyło mi się wszystko i nic już dalej nie czeka, przygniatająca ciemność nie pozwoli mi się nigdy podnieść. Przypominam sobie tamten czas, a potem patrzę na zdjęcia, z Małą Ami. Mam zupełnie inne oczy. Śmieją mi się.

Odzyskałam swoje życie. Bogatsze o nową wartość. Inny wymiar. Ponad siebie, dla kogoś, wobec kogoś, przy kimś. Małym i kochającym jak nikt.

Będę się wzruszać, w kącie smarkać, łzy ocierać.

Trudno.

Reklamy

One thought on “Płaczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s