Nowe nogi – czyli dylemat wyboru.

Wózek. Robi mi za nogi, siedzisko, pojazd, transporter dla misiów i lalek mojej córki, wieszak na ubrania (nie macie pojęcia ile ciuchów można zmieścić przewieszając przez jego oparcie, porządek w otoczeniu w 2-minuty się robi;)). Ami używa go także w celach rozmaitych, jest bramką dla piłki, wózkiem dla lalki, pociągiem, w którym jedziemy razem.

Jeździ po śniegu, trawie, kamieniach. Niszczeje, jak wszystko mocno eksploatowane. Przygotowuję się do zmiany, ponieważ szalenie wysokie dofinansowanie NFZ + PCPR już mi przysługuje. Zderzenie z rzeczywistością polega na tym, że żeby kupić wózek identyczny jak ten, który obecnie posiadam brakuje kilku ładnych tysięcy. Bo wózki są różne. Aktywne i mniej, z bajerami i bez. Lekkie i cięższe, rodzime, polskie, szwedzkie, niemieckie, z afryki.

Jeszcze nie wiem co wybiorę. Stresuję się tym trochę bardziej niż zwykłymi zakupami. Ten nowy, który wybiorę – będzie ze mną przecież następnych pięć lat. Musi być aktywny, lekki, zwrotny, i – o tak – próżność moja kobieca mi każe – ładny też! Podobać się musi, no.

Czujecie ten klimat, to takie próżne i płaskie jak te wszystkie kobietki wybierające nowe auto przez pryzmat jego wyglądu… śliska sprawa. Można się ostro przejechać, bo ładne nie zawsze oznacza funkcjonalne. Potrzebuję konsultacji, zdjęcia mi klapek z oczu, rzetelnej informacji, niekoniecznie przez wyposażonego w foldery uśmiechniętego słodko-miłego Pana Przedstawiciela, który wiedziony wizją łatwego zarobku wmówi mi skutecznie, że wózek umie mówić, liczyć w pamięci i świeci w nocy.

Nie lubię tej decyzji. To będzie trzeci raz. Trzeci raz wybieram swoje „drugie nogi”. Trzeci – odkąd okazało się, że musimy się zaprzyjaźnić na stałe i zgrać ze sobą. Znów będę gryźć paznokcie przygnieciona ciężarem  obaw z cyklu ” czy dobrze wybieram?”. Raz dałam się urobić i wybrałam źle. Potem przyszła Panthera, po zainwestowaniu worka pieniędzy i wsparciu Kogoś Kto Wie o Kim mowa – a razem z nią inna jakość poruszania. Wszystko niszczeje, żylaków na nogach od wystanych samodzielnie godzin nie mam, za to lakier odpryskuje, śrubki wypadają i estetyka leci na pysk.

Monotematycznie męczę zatem wujka Google, wpisując  najróżniejsze marki potencjalnych drugich nóg, szukając opinii i o zgrozo – CEN!

Czy wy wiecie, że to prawie niemożliwe dokopać się do aktualnej ceny..wersji podstawowej wózka? Trzeba się pofatygować i zadzwonić, żeby na starcie być omamionym przez sprzedawcę, na stronie zazwyczaj krótki komunikat pt. „cena indywidualna” – aha. Dziękujemy.

W określeniu „wersja podstawowa” mieści się zazwyczaj opcja kilku wersji kolorystycznych, i „goły wózek” – bez boczków chroniących przed zabrudzeniem spodni, rączek z tyłu, które niektórym użytkownikom bywają potrzebne gdy pomaga ktoś drugi, czy specjalnych lżejszych kół, które odciążą ręce, lepszym podnóżkiem, który się nie połamie w użytkowaniu. Wszystko inne jest „ekstra”, z dopłatą. Możesz mieć wszystko – skórzaną tapicerkę w dowolnym kolorze, ekstra lekkie dizajnerskie koła, niepowtarzalny kolor. Wystarczy dodać parę zer na fakturze.

Łatwo jest się napalić – na coś co uśmiecha się z monitora, a leży poza zasięgiem Twojego portfela ( o, np ten cud, Panthera X – nawet znalazłam sklep z podaną ceną, no nie może być : klik! za jedyne 18 200.00zł przy maksymalnym możliwym dofinansowaniu w wysokości 7 500.00zł), niestety. To też jest biznes. A wózek to w końcu nie para butów, którą można zmienić – tylko niemal nogi. Staniesz na rzęsach by mieć najlepszy w Twoim zasięgu.

Czacha mi dymi. Chcąc zmniejszyć ciężar odpowiedzialności napisałam do fundacji Aktywnej Rehabilitacji, pomagającej w wyborze.

Ami jeszcze nie wie co się święci, zastanawiam się jak przyjmie zmianę.

Nie dalej jak wczoraj kupiłam nowy portfel, czekając w CH na osobę, którą poznałam za pośrednictwem tego bloga. Przełożyłam karty i inne plastiki, przesypałam drobne. Ponieważ Małe Moje różnie reaguje na zmiany i przywiązuje się do rzeczy, bezbłędnie pamiętając co jest czyje – w pierwszym odruchu się rozpłakała. A przecież to tylko portfel, wózek w jej odczuciu jest wybitnie mój, wybitnie ważny i spersonalizowany. Jak już się przeczołgam przez wybór i papierologię przyjdzie czas na adaptację.

Jej – i Moją.

(Jeszcze poglądowo – poniżej moje aktualne cacko. Jeśli są tutaj wózkowicze chcący się podzielić swoim doświadczeniem i udzielić wsparcia w wyborze – zapraszam do kontaktu)

16194u2_spider

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s