Dłoń

Małe dziecięce palce oplatają się dookoła moich, mocno trzymają w ufnym uścisku. Z tyłu inne męskie dłonie pchają wózek. Dzięki temu ja zyskałam wolne dłonie, nie muszę używać ich do odpychania się. Idzie. W puchatej czapie, zimowych butach, kłapiąc trochę jak taka mała kaczuszka. Stabilnie, pewnie, równo, obok toczących się wolno wózkowych kół. Idziemy zrobić drobne zakupy, porą popołudniową. Mijamy ludzi, sporo z nich patrzy wzrokiem życzliwym, kąciki ust unoszą im się na chwilę w błysku uśmiechu. Mam w sobie dumę.

Pewnie większość  z Was nie widzi nic nadzwyczajnego, w spacerowaniu za rękę z własnym dzieckiem. W ciepłym dotyku rączki, która ciągnie Cię za sobą, próbując pokazać świat z perspektywy własnych oczu.

„Tam!, zobacz! trawa!” – bo się właśnie pokazała spod topniejącego śniegu jakaś resztka przedzimowej, zielono-bura.

„Ptaszek!” – puszcza mnie na chwilę by pokazać palcem gołębia na drzewie. Chwyta na nowo. W sklepie zaproponowaliśmy, żeby może przejechała się w środku sklepowym wózkiem, jak dziewczynka obok. Zrobimy szybciej zakupy i popędzimy do domu. Sklep nie jest przecież najlepszym miejscem dla Małych Dzieci. Nie chce.

” Z mamą! za rękę!”  images

Duma numer dwa, zalewa mnie całą.  Zawsze dotąd było tak, że na spacerze, rękę do dziecka wystawiała osoba mi asystująca. Małe zatem przyzwyczajone, że mama – zazwyczaj – nie ma wolnych rąk, bo one pchają koła. Szła wtedy obok, trzymając się wózka, albo kogoś, kto był z Nami.

A dla mnie to nowe. Iść z nią, trzymać, czuć ciepło jej ręki. Jej inicjatywa w poszukiwaniu ze mną kontaktu mnie zaskoczyła. Tata miał wieźć mamę, żeby miała wolne ręce. Trzymam więc i rosnę, mam już ze dwa metry i lewituję nad ziemią w poczuciu szczęścia. Spełnienia. Doświadczenia „zwykłych” rzeczy danej większości matek – spaceru za rękę z własnym dzieckiem.

Trzyma mnie całą drogę, całe zakupy w wielkim markecie. Trzyma wkładając zakupy do koszyka, które zawsze robimy razem, szukając wszystkich produktów. Trzyma, zręcznie omija wszystkie przeszkody, ani na chwilę nie zwalniając chwytu. Raz zmieniła rękę na drugą, żeby w prawej nieść bułkę.

To dla Niej też było coś ważnego. Inna jakość relacji, fizycznego kontaktu. Inna bo przez nią kontrolowana, zadecydowana, potrzebna. To nie perspektywa kolan mamy, która wiezie na nich z jakiegoś powodu. To niezależna potrzeba mojego Dziecka, które przecież szło wolne na własnych nogach, ale chciało trzymać właśnie MNIE.

Nie ma poczucia, że jestem inną mamą i w czymś niedomagam, w czymś odstaję. Nie ma tabu czy wstydu. Jest zwykły kontakt rodzica z dzieckiem, w takim wymiarze jak to tylko możliwe. Chciany, obustronny, bliski. Na przekór wszystkiemu.

 

Kiedyś Ami  w czasie swojej krótkiej choroby ,chciała dać mi swoje lekarstwo przeciwgorączkowe, bo jak twierdziła „mama chora”. Zaprzeczyłam wówczas, bo nie załapałam.

„Mama chorą nózkę ma!” – krzyknęła wtedy błyskotliwie.

„”chodzić nie mozie, uziek ma!” – ano, mam.

Tak miło było iść Razem, używać ręki w tak zwykły sposób, a nie jak zwykle – zamiast sprawnych nóg.

Chcę częściej.

Gdy będziesz następnym razem ciągnięty za rękę przez swoje dziecko – weź z tego tyle dobrego ile zdołasz.

 

Reklamy

One thought on “Dłoń

  1. Takie proste,zwyczajne,a ile ciepła,miłości czułości.Prawdziwa,serdeczna,szczera dziecięca więź.Ufność i troska o zdrowie mamy.Mimo trudności i barier szczęście jest możliwe.Zrozumcie,ludzie na wózkach mają TAKIE SAME UCZUCIA.Dużo radości i pociechy z POCIECHY!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s