Niemoc

Są pewne rzeczy, które zrobić jest trudniej. Przytrzymać dziecko wchodzące niepewnym krokiem po schodach do zjeżdżalni, chodzić po torze przeszkód dla dzieci na placu zabaw. Pojawia się we mnie wtedy trochę gorzkie uczucie niemocy. Głowa niesie mnie dalej, jest zawsze o krok przed moim dzieckiem, wizualizuje zagrożenia, podpowiada dziecku gdzie postawić stopę by było bezpieczniej i czego można się złapać. Tylko nogi stoją w miejscu oparte o podłoże, ograniczające, nieposłuszne głowie, przyklejone do reszty ciała, chcącej podbiec szybko za moją pociechą. Zwłaszcza ta jedna, na której nie wolno mi się nawet podeprzeć, bo moje zwichnięte biodro mogłoby nie udźwignąć ciężaru ciała.

Przeczytałam kiedyś o zaburzeniu psychicznym zwanym Apotemnofilia, polegającym na tym, że mimo braku medycznych przesłanek chory marzy o amputacji nieakceptowanej kończyny. Zdrowa noga zdaje się być obcą, nie jego, wywołuje psychiczne cierpienie, które trudno choremu zaakceptować – stąd pragnienie amputacji. Zapewne dla większości ludzi to trudne do ogarnięcia, natomiast ja – wtedy – w tamtym czasie uruchomiłam fantazję pt „Gdyby mieć jedną nogę, byłoby łatwiej niż z dwiema, kiedy ta druga jest nieprzydatna”. To mogłoby rozwiązać problem. Proteza mogłaby być bardziej wydajna, mniej ograniczająca niż noga, ta moja własna, która trzyma mnie w miejscu i nie pozwala się ruszyć. Ale, że polskie prawo jest przeciw temu rozwiązaniu,  funkcjonuję z obiema nogami i nawet tę drugą zdołałam trochę polubić – maluję jej paznokcie, wklepuję krem, depiluję włoski. W spódnicę ją czasem także ubieram, może nie tak krótką jak chciałaby moja szalona głowa, ale kontakt mamy dobry. Teraz. W tym dorosłym życiu.

Siedząc wczoraj na karuzeli na placu zabaw na której się kręciłam razem z moją córką, ale ona już pobiegła dalej – zastanawiałam się nad tym. Przyglądałam się tej mniej lubianej nodze. Przyglądałam się mojej biegającej córce, która ciągnąc tatę za rękę zmierzała do drewnianej kładki, prowadzącej do równoważni i toru przeszkód dla dzieci. Mój wózek stał kawałek dalej, na hamulcach, grzęznąc z piachu. Patrzę – widzę jak kierują się w stronę rzeczonej kładki i nagle stop, w tył zwrot.

„Tatusiu, czekaj, mama! Mamie trzeba pomóc, wózek podać!” – ciągnie rękę tatową w przeciwną stronę. Tatę wysyła do karuzeli, sama stoi przy wózku, trzyma go.

eM. podnosi mnie na ręce, niosąc tak jak się niesie przez próg Pannę Młodą. Mam to szczęście, że zostanie nam to na całe życie. Codziennie mamy przecież nowe progi.

„Trzymam! Siadaj!” , „Teraz można iść, chodź tato!” – i poszli.

Zostawili mnie kawałek dalej, pogrążoną w zadumie. Otrzepałam z piasku prawego buta, tego od słabszej nogi.

Nie muszę biec za Tobą.

To Ty zawsze do mnie wracasz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s