Usterrka

Okienko na uczelni. Urocze dwie godziny, by po kilku wykładach od samego rana udać się na obiad, połączony ze spacerem z dzieckiem.

Napełniłam żołądek, postanawiamy z M. iść „pieszo” na uczelnię, korzystając z pogody. Wietrznie, ale dość słonecznie. Idziemy, Małe domaga się wzięcia na mamowe kolana, bo bolą nogi. Biorę. obejmuję w pasie, poprawiam czapę, chroniącą głowę przed zimnym jeszcze, wiosennym wiatrem.

Jadę chodnikiem, takim polskim, typowym z gatunku „dziura na dziurze”. EM trochę pomaga, trzyma za rączki z tyłu, gdy trzeba podnosi przednie koła, bo moje ręce trzymają dziecko. Jestem już blisko budynku, widzę go niemal.

Szarpnięcie, zgrzyt. Coś-się-stało. W lot łapiemy co. Urwało się. Rączka od wózka, a raczej mechanizm, w który wkręcone są regulowane na wysokości rączki do prowadzenia. Urwało się w miejscu, nie do naprawienia samodzielnego, co oznacza raczej całkowitą wymianę uszkodzonej części, przysłanie nowej prosto z Warszawy.

To zdecydowanie nie jest coś co lubię najbardziej. Ami ma szok na twarzy, widzi oderwaną część i dopytuje się co się stało, żądając od taty natychmiastowej naprawy, bo „się zepsiuło!”.

To nie jest proste. Taka sytuacja różni się trochę od złamanego obcasa w szpilkach czy jakiejś innej prozaicznej historii. Owszem, bez tej rączki mogę jechać sama i na uczelni nie jest to żaden problem, poza nią – też nie aż taki duży, chyba, żebym chciała wsiąść do tramwaju/czy autobusu, mając ze sobą dziecko. Albo chciała pokonać dłuższy szereg schodów, kiedy jesteśmy we trójkę. Wózek posiada bowiem na stałe przymocowaną do ramy rurkę za którą można bezpiecznie chwycić, ale jest trochę za nisko – jeśli to jedna osoba dorosła chciałaby samodzielnie wciągnąć nas z Ami po schodach – bez podnoszenia do góry. Bo tak jest po prostu dużo dużo lżej. Wózek wjeżdża po schodach, a pomagający nie czuje całości ciężaru wózka i pasażera.

Trudno mnie wkurzyć. Zazwyczaj jestem oazą spokoju ale złoszczę się tam, gdzie pojawia się moja bezradność. Tam, gdzie jestem zdana na osoby trzecie bardziej niż bym chciała, tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze i dłuższy czas  oczekiwania – żebym mogła przywrócić sobie status sprzed usterki. Tak – to mnie wścieka nieprzeciętnie. Zużywanie się sprzętu, jego wadliwość, błędy konstrukcyjne, które wychodzą dopiero w użytkowaniu. Urwana rączka do prowadzenia wózka oraz dętki opon, które raczyły się przebić zaledwie kilka dni po zainstalowaniu ich w wózku. A to znów oznacza – wymianę na nowe, pewnie tym razem wraz z oponami – i oczekiwanie.

Dętki do wózka inwalidzkiego to nie jest wymiar typowy dostępny w każdym sklepie rowerowym. Często się trzeba trochę bardziej postarać.

Nie lubię być bez wpływu. Nie lubię nagłych usterek i unieruchomienia, które mi niosą. Z uczelni wróciłam autem, na ostatnie piętro bloku w którym mieszkam wdrapałam się na Mężowskich rękach. Ami szła obok.

Od rana przeżywa to co się stało, pokazuje gdzie się urwało , szukała śrubokręta, żeby naprawić mamie.

„Nie martw się, zepsute jest – tata naprawi”

Owszem, całe szczęście 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s