Brum

Usterka zwalczona domowymi sposobami, z pominięciem sprowadzania nowej części. Wolność odzyskana. Tak – można czuć się wolnym nawet mając wózek. Kwestia perspektywy – z nim jestem bardziej wolna niż bez niego, chociaż mi się to kiedyś wydawało niemożliwe.

Wózek przecież nie był ze mną od zawsze, pojawiał się okresowo i znikał, zupełnie tak jak moje wszystkie raz po raz na nowo nabywane umiejętności. Dzisiaj widzę wolność w moim dziecku – w chęci decydowania, sprawnie stawianych krokach, tej ciągłej próbie parcia do przodu i podbijania nieznanego, w tej zwyczajności chwili, której ona sama nadaje rangę i znaczenie. W dzieciństwie takim jak wszystkich, zdrowych dzieci. Z trochę mniej zwyczajną mamą, ale to akurat na dzień dzisiejszy dostrzegam chyba właściwie tylko ja. I otoczenie. Inne starsze dzieci wymieniające spojrzenia z rodzicami, w dziecięcym pytaniu ” dlaczego ta Pani?”. Kiedyś Ami będzie słyszeć te wszystkie słowa i widzieć zdziwione oczy. Ja – już – z tym problemu nie mam, szczerze odpowiadam kilkuletniemu chłopcu na placu zabaw, który podchwytuje moją odpowiedź, przyjmuje najzwyczajniej na świecie i biegnie dalej kręcić się na karuzeli. Dzieciom to wystarcza, trudniej zazwyczaj dorosłym. Ucinają w pół słowa patrząc gdzieś w przestrzeń, czasem uciszają, karcąc wzrokiem za zwykłe pytanie. Odważniejsi mówią jak sprawy się mają, patrząc w oczy i mnie i swojemu dziecku. Trochę ich mało, ze wszystkich najmniej. Załącza się tu pewnie coś na kształt poczucia taktu, zawstydzenia nagle rzuconym pytaniem, podszytym obawą, czy „ten o którym mowa” też to usłyszał. Też to odczułam, na własnej skórze, szukając w głowie odpowiedzi na stwierdzenie „mamo ale gruba Pani”. Ano, większa od Ciebie, bo wszyscy – jesteśmy różni.

Ja mam wózek, a ty nie. Mam chore nogi. Ona jest wysoka, a on niski, ty jesteś mała, a to starsza Pani. To chłopiec, a to dziewczynka. Ten, w okularach – ten bez. A to jest sygnalizacja świetlna, która mówi Nam kiedy można przechodzić, bo auta stoją. Gdy zapala się zielone, słychać charakterystyczne „kle kle”. Pytasz mnie co to. To dla tych ludzi, którzy mają chore oczy, tak jak mama nogę. Którzy nie widzą. Ale słyszą i dzięki temu wiedzą, kiedy można iść.

Ludzie są i będą różni. Za to wszyscy tak samo wartościowi.

Mam ten wózek. Jak byłam dzieckiem, trochę starszym od Ami i jeździłam na nim przez jakiś czas po jednej z operacji – no owszem, to był fun. Można się było ścigać po korytarzach, zjeżdżać jednym z nich w dół, bez trzymanki, bo był tak wyważony, że wyglądał jak jeden wielki podjazd. Aż ręce były gorące, od hamowania. Swojego wtedy nie miałam, zatem ten szpitalny, który dawał mobilność odzyskaną po zdjęciu gipsu, sprawiał mi frajdę. Dziecku, które jeszcze nie wie ile kilometrów schodów będzie mieć po drodze, gdy przyjdzie mi usiąść na nim na stałe.

Próbuję patrzeć teraz w ten sam sposób na moją córkę i dzieci z placów zabaw, dzieci znajomych, które pierwszy raz widzą z bliska wózek inwalidzki. Raz stał się atrakcją niedzielnego obiadu dla dwóch małych dziewczynek, bo siedziałam na krześle. Jedna wiozła drugą. Frajda się zaczęła gdy odkryły, że siedząca osoba może sama się poruszać, nie trzeba jej pchać. Ami stała obok, niepewnie patrząc co robią, szukając moich oczu by sprawdzić ich wyraz. Czy można. Czy te obce dziewczynki mogą ruszać wózek Mamy. Mogą. Nie robię z tego tematu tabu, wiem, że wózek dla dziecka może być niemal tak jak rower. Dawać przyjemność z jazdy z wiatrem we włosach. Przyciągać nietypowością poruszania.

Chciałabym, by kiedyś Ami umiała mi powiedzieć, jeśli będzie mieć z tym moim wózkiem problem. Jeśli zabraknie jej słów. Chęci by odpowiadać na pytania. Jeśli zauważy, że jest nazbyt dla innych interesujący i poczuje się tym speszona. Jej prawo. Poradzić nic nie może, byle bez wypierania. Wózek może  lubić lub nie  – byleby kochała mamę. To ja ją będę bronić przed wszystkimi patrzącymi oczami, jeśli zajdzie potrzeba. Pokonywać to wszystko co będzie trzeba, żeby nie mieć poczucia, że moje macierzyństwo z wózkiem jest niepełne. Pełne będzie zawsze przecież jednego.

Czystej miłości.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s