Level up

Dobrze jest mieć Tatę. Takiego, któremu się chce wspinać na wszystkie atrakcje placu zabaw. Takiego, który wystawia rękę oferującą pomoc, zachęcając jednocześnie do samodzielności. Tego, który pokaże jak wejść po stromych schodkach, mini ściance wspinaczkowej, jak wejść na wzniesienie z belek, bez żadnych poręczy.

 

– „Ręce! Rozłóż ręce, jak ptaszek! Wtedy jest łatwiej z łapać równowagę. Ja Cię będę łapać, idę krok za Tobą!”

Nie umiała, bała się. Już wchodzi sama.

Siedzę bardzo blisko, na trawie, próbuję uchwycić nową umiejętność aparatem, zapisać w kieszonce pamięci, na później. Słyszę jak się komunikują, jaki mają własny język, kod z dostępem do Siebie nawzajem. Widzę ufnie wyciągniętą małą łapkę, słyszę ciche ” boję się tatusiu, pomóż, daj mi rączkę!”, Duży człowiek pomaga Małemu, idą dziarsko razem. Mam serce gdzieś w okolicy żołądka, tłucze mi się wylęknione w brzuchu.

Nie powiem – staram się. Ale gen panikarza siedzi mi tuż pod skórą. Uruchamia obawy, wizje upadku, wybitych zębów i stłuczonych kolan. Głowa za to doskonale wie – żeby umieć, trzeba próbować. Upadać i wstawać, sprawdzać możliwości.

Jestem matką. Z matkami to jest tak, że one nigdy tak do końca nie przestają się bać. Najpierw boją się co będzie gdy potomek się narodzi. Z ulgą przyjmują wieść, że dziecko całe, zdrowe. Myślą, że to jest koniec i teraz przyjdzie spokój. A gucio prawda. Dziś się będę bała jak sama wychodzi po drabince, za x lat – że jeszcze nie wróciła do domu. Natężenie strachu wciąż to samo, zmieniają się jedynie jego okoliczności.

Sporo czasem  mnie kosztuje to przysłowiowe „ugryzienie się w język” i nie zalanie jej swoimi obawami. Pozwolenie jej na próby i ryzyko. Chociaż przecież wiem, że najlepsze co mogę zrobić jako rodzic to pokazać pod kontrolą, tak, żeby wspólnie znaleźć najlepsze rozwiązanie. Gdzie postawić stopę by nie upaść, czego się chwycić, na co uważać.

Jest coraz zwinniejsza, coraz więcej potrafi samodzielnie. Są to rzeczy, których ja sama nigdy nie byłam w stanie wykonać. Nigdy nie grałam w gumę, nie wspinałam się po niczym innym niż drabinki na sali rehabilitacyjnej. Żeby jej zatem móc powiedzieć jak się gdzieś dostać w bezpieczny sposób uruchamiam całe morze wyobraźni. Wykonanie demonstruje tata.

Nie dotyka mnie to emocjonalnie. Jasne, że pobiegłabym z Nimi, gdyby się dało. Ale lubię być tym dyskretnym obserwatorem. Relacji, więzi między Tatą, a córką. Słyszeć jak mówią do siebie, uruchamiają pomysły. Jak razem machają mi i krzyczą do mnie kiedy zrobią razem coś nowego. Wspólnie starają się angażować mnie we wszystko co możliwe. Ja bujam huśtawkę, kręcę się w karuzeli, siedzę z Ami w piasku robiąc wielką babę.

Przyciągam spojrzenia dzieci w różnym wieku. 10443608_1571333309791176_7761578186587810604_nWczoraj ścigałam się z chłopcem w parku.Nie był zdziwiony ani przez chwilę. Biegł co sił w  małych nogach, ja jechałam obok. Wyprzedził mnie skubaniec, chyba czas zadbać o formę na wiosnę 😉

Swoją drogą wreszcie jest sprawiedliwość. Wreszcie to nie tylko ja wchodząc do domu brudzę podłogę. Ja wnoszę piasek na kołach, Ami z tatą wysypują z butów. Dobrze jest nie być wyłącznym sprawcą bałaganu. Przynajmniej się można sprzątaniem podzielić.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s