Projekt Mama – Fundacja Jedyna Taka

W „erze przed Mamą” byłam z tych, którym owszem, nie zamyka się buzia, ale zanim będę skłonna wylać z siebie niekończący się potok słów w kierunku adresata, potrzebowałam czasu. Przemykałam cicho pod ścianą, nie afiszowałam się ze sobą, nigdy nie przyszło mi do głowy… „epatowanie niepełnosprawnością” , jak gdyby była czymś co należy chować. Jakby tylko wtedy możliwe było funkcjonowanie po tej „zdrowej stronie”, po stronie normalności, zwykłości, marzeń. Nie skupiać się na ograniczeniu, ba, nawet zazwyczaj zbyt wiele o nim nie myśleć i nie rozmawiać. Nie było we mnie ani krzty społecznika, co to walczy, stereotypy zwalcza, z utopijną wizją równości zdrowych z wózkersami  w głowie. 

Mój profil na facebooku nie obfitował w zbyt dużą ilość zdjęć, a gdy już były to raczej obejmujące górną połowę ciała. Wózek nie żył w mojej głowie, funkcjonował z konieczności, jako coś – co owszem jest, ale nie należy się nad tym zbyt długo pochylać. Z niezrozumiałym poczuciem wstydu, z przekonaniem, że aby nie określał mnie jako osoby, muszę przestać go widzieć, wyjąć z kadru na zdjęciu, postawić obok, gdy ja z uporem maniaka siedzę na przekór na krześle.

Zmieniło mi się. Chyba w momencie, kiedy musiałam uznać, że ten wózek nie jest po to by mnie ograniczać, ale by dać możliwości. Zaczął istnieć w mojej świadomości, jako coś co mogę wykorzystać dla siebie. Siedząc na nim – mam wolne kolana do transportu dziecka, mogę zabrać je na spacer, mogę jechać obok córki na rowerku, mogę mogę mogę.

Nic mi nie zabiera. Ani kobiecości, ani z macierzyństwa, ani z człowieczeństwa. Niczego nie określa, z niczym się nie kłóci. Jest narzędziem wspomagania w procesie życia ku normalności.

I kiedy ta swoista przemiana już się we mnie dokonała, kiedy stwierdziłam, że kobieta + wózek = kobieta nadal, partnerka, matka i żona – trafiłam na Fundację Jedyna Taka.

Gdzieś tam kiedyś przelotem, skupiona na zmienianiu pierwszych w życiu pieluszek i kompletowaniu komody pełnej bodziaków , usłyszałam o wyborach Miss Polski na wózku, w kontekście mojego uczestnictwa. Wydałam się wtedy sama sobie zbyt mało przebojowa, może zbyt mało atrakcyjna i trochę za stara 😉 , ale śledziłam losy uczestniczek, śledząc stronę Fundacji i facebookowy profil. Przyklaskiwałam idei. Kilka lat wcześniej, kiedy myślałam o mojej drodze zawodowej w przyszłości, wymyśliłam sobie, że kiedy będę już „mózgiem” , zrobię warsztaty. Dla niepełnosprawnych kobiet – ze stylistą, wizażystką, trenerem. Żeby otworzyć je na życie, kobiecość, pomóc uporać się z emocjonalnymi ograniczeniami. Dziś  to wszystko czyni Fundacja Jedyna Taka, założona przez dzielne kobiety. Łamie stereotypy, walczy o akceptację Nas Kobiet na wózkach, o lepsze jutro w życiu wśród zdrowych.

Dojrzewałam stopniowo – najpierw nieśmiałym blogiem, anonimowym zupełnie. A później zgłoszeniem do Projektu Jedyna Taka Mama. Szukano mam , przede wszystkim z Krakowa. Zgłoszenie wysłałam tak szybko jak to możliwe, nie od wczoraj wiem przecież, że mam tendencję do nadmiernego myślenia i mogę stchórzyć. Wysłałam i poszło. Samą siebie zaskoczyłam tym nagłym ekshibicjonizmem. Aktem odwagi w kierunku przełamania samej siebie. Po raz pierwszy miałam przecież uczestniczyć w sesji zdjęciowej, z wózkiem na pierwszym planie. Przełamując własne tabu i nieśmiałość. W szufladce pt. „nagły zryw odwagi” umieściłabym jeszcze blogowy Page. Słowo „fanpage” to tej pory średnio przechodzi mi przez gardło i palce, bo nie mam pojęcia czy robię cokolwiek co skutkuje posiadaniem fanów. Może sympatyków, może czytelników. A do nich zdecydowanie łatwiej dotrzeć poprzez media społecznościowe, jak facebook właśnie.

11 kwietnia, po paru dniach przygotowań z cyklu „intensywne rozmowy z Ami co się będzie działo” , wyruszyłyśmy na plan sesji zdjęciowej. Ami wiedziała już, że będzie pan z wielkim aparatem, że będą lapmy, białe tło na którym trzeba będzie stanąć. Zrobią nam zdjęcie. Będą inne mamy, z wózkiem taki jak mój. Będą dzieci. Dostaniemy koszulki, jedna mała, druga większa. Będzie fun, będzie zabawa.

I była! Przy okazji spotkaliśmy blogowych znajomych – Marzenę i Arka z nakolkach.com ( i z tegóż spotkania zrodził się krótki wywiad z moją osobą, zapraszam do odnośnika!), inne mamy wózkowe z pociechami. Zaskoczyła mnie łatwość z jaką weszliśmy w kontakt. Wszyscy połączeni jednym celem. Z zapałem, energią, mimo własnych, różnorodnych ograniczeń.

Pokonałam własny lęk, stanęłam na środku, wzięłam udział w przedsięwzięciu, które popieram całym serduchem. Stałam się widzialna. Rozpoznawalna, z wózkiem. Pełna, nadal wartościowa. To niespodzianka, bo jest mi z tym dobrze. Pewnie. Nie muszę się już chować. Mogę być, mogę wykrzyczeć swoją tożsamość.

I czuć się z tego dumna. Z Ami, z siebie. Siedzącej na wózku.34

6

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s