Peleryna

Robię zakupy. Codzienne takie, obiadowo zwyczajne. Te cięższe zwykle zamawiam online, korzystając z dobrodziejstwa współczesności, w czasach gdy technika dociera nawet na moje ostatnie piętro w bloku. Po lżejsze, drobne produkty, idziemy pieszo, ćwicząc nogi lub ręce, w zależności od ludzkiego egzemplarza. Docieramy do sklepu i nurkujemy w regałach, szukając tego co na liście spisano.

– Wszystkiego dobrego! Szczęścia, i zdrowia, zdrowia przede wszystkim!  Gratuluję, gratuluję Pani! – woła w moim kierunku znienacka czyiś głos. Widzę pochylonego nad własnym sklepowym wózkiem mężczyznę w średnim wieku, uśmiech nie schodzi mu z twarzy.

Ami pyta – co to za Pan, czemu do nas mówi? Spokojnie, z lekkim uśmiechem rzucam „Wzajemnie, dziękuję”.

Kupujemy czerwoną fasolę, kukurydzę, gdzieś w między czasie gubi się nam ulubiona zabawka, plastikowy piesek do ciągnięcia za sznurek. Taki, którego słychać z daleka. Znajduję go w okolicy kartonów z sokiem ułożonych na kształt wieży. Pan odprowadza Nas wzrokiem, uśmiech nie znika.

– Też mam wnuczkę!  – odzywa się kolejny raz, tym razem do mojego Taty, który asystował przy zakupach.

– To coś cudownego!

*

Inny spacer, gdzieś kiedyś, innego dnia. Wracam do domu, także z Ami i Dziadkiem, dzielnie pokonującym z nami schody „do” i  „z”.

Przede mną idzie dwòch mężczyzn. Ubranych niedbale, jakby trochę wczorajsi, z rozwianym włosem, chwiejnym krokiem, alkoholowym oddechem. Idą ku Nam.

– Podziwiam! Podziwiam jeszcze raz! – odzywa się z zaskoczenia jeden  z nich w kierunku speszonego sytuacją mojego Taty.

– To jest dopiero tragedia, a tu jeszcze z dzieckiem, ojej, dla mnie Pan jesteś bohaterem, jesteś „prze Gość ” , tak pomagasz! Dobrze…dobrze…tak powinno być.. Sam kiedyś miałem.. – i tu zamyka się w sobie, przyglądając się pewnie odległemu wspomnieniu, jeszcze z czasów zanim życie się złamało i stało się próbą przetrwania na granicy bezdomności i bezsensu.

–  E… mniejsza z tym, ja nie dałem rady, nie udźwignąłem, podziwiam!
Z racji spożytych procentów Pan wpada w trudny do przerwania słowotok. Przerywa mu Tata, zniecierpliwiony przy długim wywodem.
Stop, wystarczy. Żegnamy się szybko , nie czekając na koniec rozwlekłej odpowiedzi.
Moja inność dodaje odwagi, albo ją odbiera. Albo zawstydza , każąc odwrócić wzrok, albo popycha do zwierzeń i osobistych wycieczek. Łatwiej się ze narusza moje granice. Łatwiej się ze mną spoufalić, znienacka przejść na ‚ty’. Wzbudzam zaufanie, szczególnie tych doświadczonych przez życie, którym się załącza poczucie wspólnoty.

W dzieciństwie lubiłam Harry’ego Pottera. Jego magiczną pelerynę, dzięki której mlody czarodziej przemierzał nocą korytarze zamku. Wyobrażałam sobie jakby to było ją mieć. Zrzucić z siebie ciasną skorupkę inności. Wtopić się w tłum. Nikt by mnie nie pozdrawiał, nie życzył zdrowia , nie składał gratulacji. Nie rozwodził nad moją niedolą. Ani przez chwilę nie czuł, że ma prawo mnie dotykać, współczująco klepiąc po ramieniu. Byłabym jak ci wszyscy ludzie na ulicy obdarzeni raz na jakiś czas ulotnym spojrzeniem w natłoku własnych spraw. Niezapamiętna, zwykła. Anonimowa.

Nie zaznałam tego nigdy. Zawsze w asyście spojrzeń, ukradkowych albo wprost. Podszytych ciekawością lub oceną. Czy jestem wystarczająco dzielna , wystarczająco waleczna. Tego się społecznie oczekuje. Bohaterstwa. Skoro więc nie mam magicznej peleryny , uczę się akceptować moją widzialność , przerobić ją na coś z czego chcę i mogę czerpać.

Widzą mnie, widzieli, bedą widzieć. Pozostaje się uśmiechnąć i uklonić.
Dzień Dobry przechodniu, Pani z warzywniaka i na kasie. Kłaniamy się nisko. O czym myślisz gdy Nas widzisz ?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s