Projekt Mama – Fundacja Jedyna Taka

W „erze przed Mamą” byłam z tych, którym owszem, nie zamyka się buzia, ale zanim będę skłonna wylać z siebie niekończący się potok słów w kierunku adresata, potrzebowałam czasu. Przemykałam cicho pod ścianą, nie afiszowałam się ze sobą, nigdy nie przyszło mi do głowy… „epatowanie niepełnosprawnością” , jak gdyby była czymś co należy chować. Jakby tylko wtedy możliwe było funkcjonowanie po tej „zdrowej stronie”, po stronie normalności, zwykłości, marzeń. Nie skupiać się na ograniczeniu, ba, nawet zazwyczaj zbyt wiele o nim nie myśleć i nie rozmawiać. Nie było we mnie ani krzty społecznika, co to walczy, stereotypy zwalcza, z utopijną wizją równości zdrowych z wózkersami  w głowie.  Czytaj dalej

Level up

Dobrze jest mieć Tatę. Takiego, któremu się chce wspinać na wszystkie atrakcje placu zabaw. Takiego, który wystawia rękę oferującą pomoc, zachęcając jednocześnie do samodzielności. Tego, który pokaże jak wejść po stromych schodkach, mini ściance wspinaczkowej, jak wejść na wzniesienie z belek, bez żadnych poręczy.

 

– „Ręce! Rozłóż ręce, jak ptaszek! Wtedy jest łatwiej z łapać równowagę. Ja Cię będę łapać, idę krok za Tobą!”

Nie umiała, bała się. Już wchodzi sama.

Siedzę bardzo blisko, na trawie, próbuję uchwycić nową umiejętność aparatem, zapisać w kieszonce pamięci, na później. Słyszę jak się komunikują, jaki mają własny język, kod z dostępem do Siebie nawzajem. Widzę ufnie wyciągniętą małą łapkę, słyszę ciche ” boję się tatusiu, pomóż, daj mi rączkę!”, Duży człowiek pomaga Małemu, idą dziarsko razem. Mam serce gdzieś w okolicy żołądka, tłucze mi się wylęknione w brzuchu. Czytaj dalej

Zazwyczaj jestem osadzona w „tu i teraz”. Tu i teraz jestem z Ami, jestem z sobą i dla siebie. Zazwyczaj. Zdarza się bowiem też, że budzę się rano, wydaje się, że dzień jest jak co dzień, ale nie. Spada na mnie ta myśl, przygniata nieunikniona perspektywa. Czasem w zderzeniu z jakąś rocznicą, tak jak ta moja osobista, ślubna, całe 4 dni temu. Siódma rocznica ślubu. Całkiem sporo jak na niespełna 27 przeżytych lat.

Otóż, Drodzy Moi – będę stara. Kiedyś, za jakiś czas, za x lat. Ale będę. Nie jest to coś przed czym mogę nawiać chowając się za płaszczykiem ignorancji, dodatkową warstwą pudru albo odmładzającej odzieży. Nie chodzi bowiem o zmarszczki, czy metrykę. Rozchodzi się o zależność. O wprost proporcjonalny jej wzrost wraz z upływem czasu. O to co może nastąpić, spaść na mnie, jeśli nie będę dostatecznie się pilnować i nie zadbam o swoje jutro już teraz. Prawdziwość i ciężar tej sytuacji dociera do mnie z zderzeniu z bezradnością osób starszych jaką czasem zdarza mi się widzieć. Mnie, wózkowicza to nie ominie. Będę stara, będę doświadczać wszystkich trudów wieku starszego, z fizycznym ograniczeniem już na samym starcie. Nie będę jak ten starszy Pan czy Pani, którzy „jeszcze wczoraj biegli, a dziś już o lasce”. Będę z wózkiem od razu, w pakiecie. Czytaj dalej

Brum

Usterka zwalczona domowymi sposobami, z pominięciem sprowadzania nowej części. Wolność odzyskana. Tak – można czuć się wolnym nawet mając wózek. Kwestia perspektywy – z nim jestem bardziej wolna niż bez niego, chociaż mi się to kiedyś wydawało niemożliwe.

Wózek przecież nie był ze mną od zawsze, pojawiał się okresowo i znikał, zupełnie tak jak moje wszystkie raz po raz na nowo nabywane umiejętności. Dzisiaj widzę wolność w moim dziecku – w chęci decydowania, sprawnie stawianych krokach, tej ciągłej próbie parcia do przodu i podbijania nieznanego, w tej zwyczajności chwili, której ona sama nadaje rangę i znaczenie. W dzieciństwie takim jak wszystkich, zdrowych dzieci. Z trochę mniej zwyczajną mamą, ale to akurat na dzień dzisiejszy dostrzegam chyba właściwie tylko ja. I otoczenie. Inne starsze dzieci wymieniające spojrzenia z rodzicami, w dziecięcym pytaniu ” dlaczego ta Pani?”. Kiedyś Ami będzie słyszeć te wszystkie słowa i widzieć zdziwione oczy. Ja – już – z tym problemu nie mam, szczerze odpowiadam kilkuletniemu chłopcu na placu zabaw, który podchwytuje moją odpowiedź, przyjmuje najzwyczajniej na świecie i biegnie dalej kręcić się na karuzeli. Dzieciom to wystarcza, trudniej zazwyczaj dorosłym. Ucinają w pół słowa patrząc gdzieś w przestrzeń, czasem uciszają, karcąc wzrokiem za zwykłe pytanie. Odważniejsi mówią jak sprawy się mają, patrząc w oczy i mnie i swojemu dziecku. Trochę ich mało, ze wszystkich najmniej. Załącza się tu pewnie coś na kształt poczucia taktu, zawstydzenia nagle rzuconym pytaniem, podszytym obawą, czy „ten o którym mowa” też to usłyszał. Też to odczułam, na własnej skórze, szukając w głowie odpowiedzi na stwierdzenie „mamo ale gruba Pani”. Ano, większa od Ciebie, bo wszyscy – jesteśmy różni. Czytaj dalej

Niemoc

Są pewne rzeczy, które zrobić jest trudniej. Przytrzymać dziecko wchodzące niepewnym krokiem po schodach do zjeżdżalni, chodzić po torze przeszkód dla dzieci na placu zabaw. Pojawia się we mnie wtedy trochę gorzkie uczucie niemocy. Głowa niesie mnie dalej, jest zawsze o krok przed moim dzieckiem, wizualizuje zagrożenia, podpowiada dziecku gdzie postawić stopę by było bezpieczniej i czego można się złapać. Tylko nogi stoją w miejscu oparte o podłoże, ograniczające, nieposłuszne głowie, przyklejone do reszty ciała, chcącej podbiec szybko za moją pociechą. Zwłaszcza ta jedna, na której nie wolno mi się nawet podeprzeć, bo moje zwichnięte biodro mogłoby nie udźwignąć ciężaru ciała. Czytaj dalej

Współczucie

Bywam zakłopotana. To uczucie dopada mnie w pakiecie z nieuzasadnionym współczuciem jakim bywam obdarzana, zupełnie niespodziewanie i znienacka.

Dziś na ten przykład usłyszałam od osoby dbającej o czystość bloku w którym mieszkamy : Jak ja  w ogóle daję sobie radę? Czy roztrząsam. Czy płaczę. Czy wychodzę z domu ( mam do pokonania piętro schodów). Przyznaję, że mnie wbiło w ziemię jak rzadko.

Nie płaczę, nie roztrząsam, wychodzę. Fakt – potrzebuję kogoś do pomocy w związku z tymi schodami i dość małym jeszcze dzieckiem, ale nie jest to jakiś mega problem. Zapewne moja córka miała by dłuższe spacery o wcześniejszej porze niż popołudnie, gdybym mogła jej to samodzielnie zapewnić, ale funkcjonujemy. Przypuszczam nieszczególnie gorzej od pozostałych mam. Czytaj dalej

Dłoń

Małe dziecięce palce oplatają się dookoła moich, mocno trzymają w ufnym uścisku. Z tyłu inne męskie dłonie pchają wózek. Dzięki temu ja zyskałam wolne dłonie, nie muszę używać ich do odpychania się. Idzie. W puchatej czapie, zimowych butach, kłapiąc trochę jak taka mała kaczuszka. Stabilnie, pewnie, równo, obok toczących się wolno wózkowych kół. Idziemy zrobić drobne zakupy, porą popołudniową. Mijamy ludzi, sporo z nich patrzy wzrokiem życzliwym, kąciki ust unoszą im się na chwilę w błysku uśmiechu. Mam w sobie dumę.

Pewnie większość  z Was nie widzi nic nadzwyczajnego, w spacerowaniu za rękę z własnym dzieckiem. W ciepłym dotyku rączki, która ciągnie Cię za sobą, próbując pokazać świat z perspektywy własnych oczu.

„Tam!, zobacz! trawa!” – bo się właśnie pokazała spod topniejącego śniegu jakaś resztka przedzimowej, zielono-bura.

„Ptaszek!” – puszcza mnie na chwilę by pokazać palcem gołębia na drzewie. Chwyta na nowo. W sklepie zaproponowaliśmy, żeby może przejechała się w środku sklepowym wózkiem, jak dziewczynka obok. Zrobimy szybciej zakupy i popędzimy do domu. Sklep nie jest przecież najlepszym miejscem dla Małych Dzieci. Nie chce. Czytaj dalej